niedziela, 26 lutego 2012

Wyprawa do Międzyrzecza 18-21 stycznia




Po raz pierwszy usłyszałem o Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym od kolegi w pracy. Początkowo zamierzałem odwiedzić to miasto dopiero w maju, ale po przyznaniu mi niespodziewanego kilkudniowego urlopu postanowiłem że odwiedzę je w tych wolnych dniach. Pogoda początkowo nie zachęcała do wyjazdu (w dniu wyjazdu było 10 stopni poniżej zera) ale ponieważ człowiekiem upartym w dążeniu do celu to nie odpuściłem.


Pierwszy dzień w nowym miejscu
18 stycznia 2012

Wyruszyłem wczesnym rankiem pociągiem z Gdańska przez Zbąszynek do Międzyrzecza.
Kiedy dotarłem na miejsce było jeszcze jasno, wychodząc z dworca ujrzałem tabliczkę:




Motel w którym zarezerwowałem pokój znajdował się na przedmieściach miasta 5 km od dworca (jak zwykle nie spojrzałem na mapę rezerwując go. ja po prostu lubię chodzić po obcym mieście bez map fajnie się wtedy odkrywa różne zakątki).  
 Do Motelu szedłem przez całe miasto, wymęczony podróżą ślimakami (bo inaczej naszych pociągów nazwać nie można). Do motelu dotarłem po około godzinie.  


resztę pierwszego dnia w nowym miejscu spędziłem w pokoju odpoczywając po ciężkiej podróży.


Dzień drugi
19 stycznia 2012
Dzień rozpoczął się tradycyjnie od kawy a w zasadzie od dwóch kaw (ale to u mnie norma). Około 9:00 wyruszyłem w drogę pozwiedzać miasto (tradycyjnie bez mapy). Pierwszym obiektem który, przyciągnął moją uwagę był pomnik tysiąclecia stojący w pobliskim parku.
 Postawiono go w 1966 roku nie tylko z okazji obchodów tysiąclecia miasta ale i tysiąclecia państwa polskiego.

   
Idąc dalej parkiem
     natknąłem się na kolejny pomnik, tym razem poświęcony tym którzy walczyli o wolną Polskę            w czasie okupacji hitlerowskiej.



                  kilkanaście metrów dalej natknąłem się na rząd figurek z drewna  przedstawiających                   pierwszych męczenników Polski

   poniżej figurka Światowida najważniejszego z pogańskich bogów Polan

  oraz Świętego Wojciecha  patrona Polski

 Obok figurek na wyspie otoczonej rzeką stoi obiekt którego nie spodziewałem się spotkać w mieście

Pozwolę sobie przytoczyć krótką historię zamku, którą usłyszałem od kustosza :
Zamek w Międzyrzeczu powstał na miejscu starszego, drewniano-ziemnego grodu, położonego w widłach Obry i Paklicy. Prawdopodobnie w XIII wieku na terenie osady wzniesiono murowaną wieżę, a pełna przebudowa w ceglaną warownię nastąpiła w połowie XIV stulecia za panowania Kazimierza Wielkiego i według źródeł inicjatorem przedsięwzięcia był właśnie nasz król.
  Z racji swego kluczowego położenia twierdza była utrzymywana w stanie ciągłej gotowości bojowej i podlegała licznym modernizacjom, mimo że średniowieczny okres był dla niej dość łaskawy. W roku 1474 oddziały króla Macieja Korwina w wyniku zdrady zajęły zamek. Pół wieku później, w 1520 warownia została poważnie zniszczona przez najemne wojska niemieckie, idące na pomoc Zakonowi Krzyżackiemu w wojnie z Polską.



   Podczas odbudowy obiekt poddano gruntownej modyfikacji, przystosowując całe założenie do aktywnej obrony artyleryjskiej. Powstały wówczas dwie cylindryczne basteje usytuowane od strony teoretycznie najbardziej narażonej na ataki wroga. Kres świetności warowni tradycyjnie przyniosły wojny szwedzkie, podczas których została ona zniszczona i pozbawiona walorów obronnych

 Mimo podjętej przez starostę międzyrzeckiego Piotra Opalińskiego próby odbudowy zamku, nie podniósł się on już z upadku, a jego stan na początku XVIII wieku był tak zły, że od strony miasta wzniesiono nowy budynek, pełniący odtąd funkcję siedziby starostów.

Po II rozbiorze Polski, kiedy starostwo uległo likwidacji, w budynku urządzono browar. Obecnie twierdza wraz z dawną karczmą stanowi siedzibę miejscowego muzeum. Poniżej karczma przed wejściem do zamku widok z baszty zamkowej.
 Muzeum zamkowe szlacheckie portrety trumienne







 Eksponaty muzealne i dokumenty zawierające listę biskupów polskich z okresu średniowiecza


                                                       Skarbczyk z XVIII wieku
                                                       Szopka świąteczna
Wnętrze zamku piastowskiego
                                                          Zamkowa sala tortur

 Krzesło teściowej



Dziedziniec zamkowy







 Widok z wieży zamkowej na park otaczający zamek


stół do grilla na baszcie zamkowej (grill dostępny tylko latem)

 most widok z baszty zamkowej
 widok na dziedziniec z wejścia na wieżę


Po wizycie na zamku udałem się do centrum Międzyrzecza.
Tam warte uwagi były 3 obiekty:
Ratusz Staromiejski
 Rozbity śmigłowiec stojący w środku miasta 
 oraz piękna wieża ciśnień

 Po całym dniu zwiedzania wróciłem do motelu aby przygotować się do wyprawy do Kęszycy Leśnej w którą wyruszyłem następnego dnia w poszukiwaniu bunkrów ukrytych w lasach.

Dzień trzeci
20 stycznia 2012

Kolejny poranek przywitał mnie obficie padającym śniegiem i mrozem ( 10 na minusie) była to nie lada niespodzianka bo poprzedniego dnia była ładna pogoda i nie padało.
Po śniadanku ruszyłem w kierunku przystanku PKS-u z zamiarem dojazdu do oddalonej o 20 km od Międzyrzecza Kęszycy Leśnej. Przed wyruszeniem poprosiłem obsługę motelową o numer na taxi bo lubię być dobrze przygotowany na wypadek gdybym zabłądził. Na autobus czekałem godzinę w pobliskim barze przysłuchując się rozmowie miejscowych na temat rosnącego bezrobocia. 
 Po godzinie podjechał na przystanek ogórek, mocno wątpiłem czy takim czymś dojadę na miejsce zwłaszcza że droga wiodła trochę pod górę, ale ostatecznie mój dyliżans zawiózł mnie na miejsce bez problemowo. 
Pierwsze co się rzuciło mi w oczy zaraz po wysiadce to pomnik radzieckiego telegrafisty 

idąc w kierunku Kęszycy trafiłem na ciekawy kościółek


Niestety księdza nie było ( pewnie na sanki poszedł) i nie mogłem w środku zdjęć porobić.
Zaraz za świątynią skręciłem w prawo i wszedłem w las. 
Szukając schronów ( nie grzybków ;) ) spotkałem milusińskiego kota
 Im głębiej wchodziłem w las tym było zimniej nogi mi odmarzały ale upór nakazywał iść dalej
wreszcie głęboko w lesie ujrzałem pozostałości fortyfikacji


 Im dalej wchodziłem tym było ich więcej w końcu dotarłem do ciekawych schronów

 Jak widać całkiem niedawno schron musiał mieć lokatorów
 Mimo prób nie udało mnie się wejść do tego schronu drzwi zbyt mocno przymarzły, albo gospodarz zbyt mocno zamknął się od środka

 Mini schronek zalany niestety ;(


idąc dalej wyszedłem na ścieżkę i natrafiłem na ciekawe znalezisko zaraz obok
 jeśli ktoś mi potrafi wyjaśnić co to jest to niech spróbuję w komentarzu bo ja nie mam pojęcia. Jest twarde ale jednocześnie bardzo śliskie, i kształtem przypomina trochę czaszkę.
Kiedy szedłem ścieżką po lewej stronie ujrzałem ciągnące się kilometrami Zęby Smoka 
(zapory  przeciwczołgowe)








idąc dalej zauważyłem że zapory skręcają bardziej w lewo pozostawiając ogromne puste zaśnieżone pole, zaczęło mnie to zastanawiać dlaczego nie idą dalej na wprost tylko skręcają
 odpowiedź przyszła w momencie sprawdzenia jednego z rowów z boku pola


Pole było dachem olbrzymiego schronu
Po 2,5 godzinnym marszu w zimnie zdecydowałem że pora wracać na przystanek, byłem przemarznięty śnieg sypał i wiedziałem że dalej nie dam rady już iść.
Na przystanek dotarłem po kolejnych 2 godzinach (choć trudno to nazwać przystankiem bo za piękny nie był) 

 Okazało się że o tej porze (była godzina 17:00 ) nic już nie jeździ. No cóż ostatnią nadzieją na powrót był podany numer na taxi. Na szczęście gościu odebrał i tak powróciłem do motelu po ostatnim dniu wrażeń.
Dzień 4
21 stycznia 2012
Dzień powrotu do Trójmiasta 
żal było wyjeżdżać ale niestety następnego dnia musiałem być w pracy 
Ostatnim zdjęciem z Międzyrzecza jakie zrobiłem to widok remontowanego dworca Międzyrzecz 
 ta Po drodze tradycyjnie przesiadka w Zbąszynku tyle że tym razem musiałem na nią czekać 2 godziny, więc przy okazji aparat poszedł w ruch.
Parowozik stojący w mieście
 Fajny parowóz stojący na torach
 Porównanie lokomotyw stara vs nowa


 Poczekalnia w Zbąszynku i ciekawa aczkolwiek moim zdaniem trochę niepotrzebna informacja ponieważ
 W tak uporządkowanej i czystej jak łza kuchni człowiek przestaję być głodny

Kiedy tylko przyjechał pociąg ewakuowałem się z zadbanej poczekalni i po kilku godzinach bez przygód ale i bez wygód dotarłem do Gdańska.
Z wyprawy zapamiętałem jedną zasadę zawsze bądź przygotowany na wszystko, lepiej brać więcej rzeczy niż potem cierpieć na ich niedobór.